
wnp.pl · Mar 1, 2026 · Collected from GDELT
Published: 20260301T184500Z
Wody Polskie zaproponowały inwestorom niemal 4 tys. lokalizacji na budowę elektrowni wodnych. Tadeusz Bawolski wskazuje, że lista ta została wykonana na podstawie błędnych założeń i danych. Nasz rozmówca twierdzi, że Polska nie ma potencjału na dużą energetykę wodną. Brutalna weryfikacja listy Wód Polskich Na początku stycznia spółka Wody Polskie opublikowała listę 4 tys. potencjalnych lokalizacji dla rozwoju energetyki wodnej. Pan dość brutalnie zweryfikował tę listę z rzeczywistością - na czym polegają kontrowersje wokół niej? - Początkowo medialny przekaz ze strony Wód Polskich sugerował, że wskazane lokalizacje tylko czekają na inwestorów. Po głębszej analizie okazuje się jednak, że w przypadku przynajmniej połowy obiektów można z góry założyć, że to się nie będzie opłacać. Głównie chodzi tu o przekroje o znikomych przepływach czy niewielkim piętrzeniu, ale także uwzględnione na liście elektrownie już istniejące. Jak to się przekłada na deklarowany potencjał energetyki wodnej? Przypomnę - według Wód Polskich to 655 MW mocy i 4,86 TWh rocznej produkcji energii elektrycznej. - Trudno to określić, nawet przez odrzucenie opisanych wcześniej obiektów, które od początku tego potencjału nie mają. W arkuszu zastosowano prosty wzór określający moc teoretyczną na podstawie szacunkowej wysokości piętrzenia oraz przepływu średniego, a jest to jednak bardziej skomplikowane. Przede wszystkim chodzi o przepływy średnie, które dla większości cieków niekontrolowanych, mogły być przyjęte tylko metodami wskaźnikowymi i w rzeczywistości mogą być znacząco inne. Trzeba także pamiętać, że nie cały przepływ średni będzie mógł być skierowany na turbinę – przede wszystkim będzie trzeba zapewnić przepływ przez przepławkę, a dla obiektów pełniących inne funkcje także ich zapewnienie, np. poborów na ujęciach wód. Czyli z dużej chmury mały deszcz? - W pewnym sensie tak, ale to dobrze wpisuje się w wieloletnią tradycję ambitnych, ale nierealizowanych planów w polskiej gospodarce wodnej. Dla przykładu w pierwszym Planie zarządzania ryzykiem powodziowym obowiązującym w latach 2016-2022, czyli w ramach działań o wydaje się zdecydowanie większym priorytecie niż energetyka wodna, z zaplanowanych ok. 2000 działań udało się wykonać lub przynajmniej rozpocząć niewiele ponad 300. To zaledwie kilkanaście procent, a skutki m.in. takiego stanu rzeczy obserwowaliśmy niestety we wrześniu 2024 r. Jaka jest zatem realna liczba możliwych do zrealizowania nowych elektrowni wodnych? - Po odrzuceniu z listy Wód Polskich elektrowni istniejących, oczywistych błędów oraz lokalizacji o przepływach mniejszych niż 0,5 m3/s i piętrzeniach poniżej 2 m zostało 128 pozycji. Oczywiście pamiętając o omówionych wcześniej innych uwarunkowaniach, może to być trochę więcej lub trochę mniej, ale dobrze oddaje rząd wielkości. Jeśli jednak odnieść to do liczby obiektów już istniejących w Polsce, których według różnych źródeł jest około 750, ich realizacja oznaczałaby 15-20-proc. wzrost. Na dobry początek mógłby to być konkretny cel w krótkiej perspektywie. Niżówka na Wiśle w okolicach Warszawy. Fot. Shutterstock/Hunter76 Jakie mogłyby to być instalacje? - Wody Polskie potem wyjaśniały, że to jest lista skierowana do różnych inwestorów. Najmniejszymi obiektami mieliby być zainteresowani inwestorzy indywidualni, mowa np. o mikroinstalacjach zasilających pojedyncze nieruchomości. Pytanie tylko, czy takie osoby mają możliwość, choćby w zakresie posiadanych umiejętności i oprogramowania, aby przebrnąć przez taką ogromną listę w takim formacie? Dobrym pomysłem mogłoby być zaprezentowanie tych lokalizacji w Hydroportalu, gdzie każdy poprzez przeglądarkę internetową mógłby sprawdzić, czy w jego okolicy jest interesujące miejsce. Z drugiej strony mamy większe obiekty hydrotechniczne, którymi mogłyby być zainteresowane spółki energetyczne lub samorządy. Np. wśród odfiltrowanych przeze mnie 128 obiektów większość znajduje się na obszarze RZGW we Wrocławiu, w tym kilka stopni wodnych w samym mieście. Polska nie jest krajem dla dużej energetyki wodnej Jak Pan ocenia ogólny potencjał Polski do rozwoju energetyki wodnej? - Spektakularnych warunków do produkcji energii z wody w Polsce brakuje. Nie mamy na tyle dużych rzek, aby bazować na znaczących przepływach, ani tak wysokich gór żeby większą ilość energii uzyskiwać spadem. Dlatego energetyka wodna nigdy nie będzie filarem naszego systemu energetycznego. Większe znaczenie i główny sens jej rozwoju widzę natomiast w elektrowniach szczytowo-pompowych jako magazynach energii, jak np. nasza największa w Żarnowcu. Ze względu na charakter pracy w ich przypadku nie chodzi o sumaryczną ilość wytwarzanej energii, ale możliwość stabilizacji systemu energetycznego w cyklicznych okresach spadku i wzrostu zapotrzebowania. Jest to tym bardziej ważne, im większy jest udział źródeł zależnych od pogody – wiatru i słońca. Elektrownie wodne odgrywają też ważną rolę w bezpieczeństwie całego systemu, ponieważ posiadają możliwość samodzielnego uruchomienia bez poboru mocy z sieci zewnętrznej, są zatem niezbędne do ponownego uruchomienia elektrowni cieplnych i odbudowy systemu po ewentualnym blackoucie. Obecnie szerzej mówi się głównie o dokończeniu budowy w Młotach oraz budowie przy zaporze tworzącej Jezioro Rożnowskie. Mamy w Polsce jeszcze kilka potencjalnych miejsc na takie duże obiekty, ale akurat lista Wód Polskich tego sektora nie obejmuje. Elektrownia wodna w Rożnowie. Fot. Tauron Konflikt na linii hydrotechnicy – ekolodzy Wspomniał Pan o dużych rzekach i ich potencjale – wciąż żywa jest dyskusja na temat rozbudowy kaskad na np. dolnej Wiśle. - Dyskusje o stopniach we Włocławku, Siarzewie, a wcześniej Nieszawie i w ogóle kaskadowaniu dolnej Wisły trwają już od kilku dekad. Pierwotnie były związane głównie z żeglugą śródlądową, skupiającą się wtedy na towarach masowych np. transporcie węgla czy kruszyw. Nie generowało to takiej presji na czas przewozu, więc zjawiska pogodowe jak np. niżówki lub zlodzenia rzek nie stanowiły takiego problemu. Obecnie przewozy masowe jednak tracą na znaczeniu, a większy udział uzyskują przewozy kontenerowe, gdzie czas i niezawodność są ważniejsze, a potencjalne opóźnienia w transporcie mogą stanowić problem w rozwoju tego sektora. Inne funkcje stopni wodnych, jak choćby właśnie energetyka wodna, w oczach niektórych nie uzasadniają tak kosztownych inwestycji. Na małe znaczenie rzek w transporcie i energetyce zwracają uwagę środowiska ekologiczne, które chciałyby renaturyzować Wisłę, by przywrócić jej i wielu dopływających do niej rzek ciągłość ekologiczną. - To prawda, nieustannie wraca temat rozbiórki stopnia we Włocławku, który ze względu na wadliwie działającą przepławkę jest obecnie barierą praktycznie nie do przebycia dla ryb dwuśrodowiskowych. Z drugiej strony padają np. argumenty o potencjalnej bombie ekologicznej zdeponowanej na dnie zbiornika w postaci osadów naniesionych przez dekady w postaci ścieków komunalnych i przemysłowych odprowadzanych do rzek bez oczyszczania. Konflikt trwa, stopień we Włocławku wciąż stoi, a sprawa budowy kolejnego w Siarzewie toczy się przed sądem administracyjnym ze względu na uchyloną przez GDOŚ decyzję środowiskową. Paradoksalnie oznacza to dalsze trwanie bariery dla migracji, ponieważ to w ramach budowy nowego stopnia miało powstać koryto obejściowe dla obu stopni. Ktoś mógłby powiedzieć, że można je wykonać dla samego Włocławka, uważam jednak to za scenariusz nierealny, a rozbiórka stopnia to już w ogóle abstrakcja. Jeśli renaturyzacja będzie jedynym celem inwestycji, ciężko będzie wygospodarować tak ogromne środki w obliczu innych niezbędnych wydatków, jak choćby niezrealizowane wciąż ważne inwestycje przeciwpowodziowe. Elektrownia wodna we Włocławku. Fot. Energa Czytaj więcej Polska gospodaruje wodą po macoszemu Jak Pan ocenia naszą politykę gospodarowania wodą jako zasobem? - Temat jest traktowany po macoszemu, woda nie jest traktowana jako zasób strategiczny. Jest to tym ważniejsze, że regularnie obserwujemy skutki zmieniającego się klimatu, naprzemiennych powodzi i susz, nie brakuje też przykładów starzejącej się i będącej w coraz gorszym stanie technicznym infrastruktury hydrotechnicznej. Jeżeli jednak Wody Polskie dysponują średnio na rok około miliardem złotych na inwestycje a zestawimy to z dziesiątkami miliardów wydawanych np. na budowę dróg, to obrazuje, jakie mamy jako społeczeństwo priorytety. Dodatkowo spór trwający między zwolennikami i przeciwnikami rozwiązań technicznych utrudnia efektywne wydawanie nawet tych skromnych środków. Jako kraj potrzebujemy jednak dużej hydrotechniki, która będzie dużo kosztować, wymagać wywłaszczeń i powodować negatywne oddziaływanie na środowisko, bo są miejsca, w których innych możliwości nie ma. Z drugiej strony nie brakuje jednak obszarów mniej zagospodarowanych, gdzie powinniśmy rozwijać retencję naturalną, która pozwoliłaby m.in. odbudowywać zasoby wód podziemnych i minimalizować skutki susz. Na początek np. powinniśmy zająć się likwidacją urządzeń melioracji wodnych tam, gdzie zaniechano już gospodarki rolnej. Dopóki jednak nie dojdziemy do szerokiego porozumienia i kompleksowego pomysłu na gospodarkę wodną, nie spodziewam się w tym zakresie znaczących zmian. Ale próbować z pewnością warto.