tvn24.pl · Feb 20, 2026 · Collected from GDELT
Published: 20260220T123000Z
Pierwsza w Polsce autotransplantacja wątroby z resekcją ex situLekarze z Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM przeprowadzili pierwszą w Polsce autotransplantację wątroby z resekcją ex situ. Skomplikowany, 11-godzinny zabieg wymagał całkowitego wyjęcia narządu, usunięcia nowotworu i ponownego wszczepienia wątroby, która poza organizmem pacjentki była prawie pięć godzin. - To dzień przełomu - mówi prof. Michał Grąt.To jedna z najbardziej złożonych operacji w chirurgii onkologicznej i transplantacyjnej. Zespół z Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego zdecydował się na nią, bo inne metody leczenia nie wchodziły w grę. Dla pacjentki była to realnie jedyna szansa na leczenie radykalne, choć istniało ryzyko, że nie przeżyje.Guz w miejscu, które praktycznie wyklucza operacjęOperację przeprowadzono 10 lutego - to dzień, którego 43-letnia pani Małgorzata, pacjentka, mama czwórki dzieci, nigdy nie zapomni. Podobnie jak interdyscyplinarny zespół pod kierownictwem prof. Michała Grąta, który podjął się tej arcytrudnej operacji. - To był prawdziwy dzień przełomu - mówił w "Faktach" TVN chirurg. - Udało nam się wprowadzić w Polsce coś, o czym jeszcze kilka lat temu nie marzyliśmy - mówi prof. Grąt. Pani Małgorzata nie miała wcześniej przewlekłych schorzeń wątroby. Rozpoznano u niej pierwotny nowotwór złośliwy o średnicy kilkunastu centymetrów. Kluczową przeszkodą nie był jednak sam rozmiar zmiany, lecz jej skrajnie trudne, wręcz krytyczne położenie. Jak wyjaśnia prof. Michał Grąt, guz usytuowany był dokładnie w punkcie, w którym trzy żyły wątrobowe uchodzą do żyły głównej dolnej. Jedną z nich całkowicie blokował, natomiast dwie pozostałe były spłaszczone na odcinku kilku centymetrów, przebiegając bezpośrednio po powierzchni nowotworu. W praktyce wykluczało to możliwość przeprowadzenia standardowej resekcji wewnątrz jamy brzusznej.Granica operacyjności guza zależy od objętości pozostawionego miąższu, jego unaczynienia oraz drożności dróg żółciowych. W tym przypadku objętość tkanki (pozostałoby ok. 80 proc. narządu) nie stanowiła problemu - barierą były kluczowe naczynia krwionośne. Pacjentka nie spełniała również kryteriów kwalifikujących do klasycznego przeszczepienia, gdyż rozmiar guza przekraczał normy transplantacyjne.- Jeśli nie jesteśmy w stanie usunąć guza w miejscu, w którym się znajduje, to jeszcze nie znaczy, że nie można go usunąć w ogóle - tłumaczył prof. Grąt. Zdecydowano o autotransplantacji, w której, jak podkreślił profesor, pani Małgorzata stała się jednocześnie dawcą i biorcą narządu.Pięć godzin bez wątrobyOperacja trwała 11 godzin i wymagała zaangażowania wieloosobowego, interdyscyplinarnego zespołu. Etap brzuszny prowadziło trzech, momentami czterech chirurgów. Resekcję guza poza organizmem - dwóch kolejnych. Do tego anestezjolog, pielęgniarka anestezjologiczna, instrumentariuszki i cały zespół opieki pooperacyjnej. Operację prowadził prof. Michał Grąt, a asystowali mu dr hab. Wacław Hołówko, lek. Paweł Rykowski oraz lek. Piotr Cyran. Kluczowy etap resekcji ex situ - czyli operację na tzw. bocznym stoliku - wykonał prof. Grąt w asyście dr. Konrada Kobrynia.Najpierw śródoperacyjne USG potwierdziło brak rozsiewu. Następnie chirurdzy wycięli wątrobę razem z odcinkiem żyły głównej dolnej. Ponieważ jej usunięcie przerwałoby powrót krwi do serca, na czas tzw. fazy bezwątrobowej wszczepiono tymczasowe protezy naczyniowe z tworzywa sztucznego. Umożliwiły one utrzymanie przepływu krwi z dolnej połowy ciała i z układu wrotnego do serca. Wyjęty narząd został wypłukany płynem prezerwacyjnym i schłodzony. Przez 4 godziny i 57 minut pozostawał poza organizmem. - W warunkach ex situ możemy otworzyć każde naczynie bez ryzyka masywnego krwotoku, dokładnie zidentyfikować struktury i odtworzyć je przed ponownym wszczepieniem - podkreśla profesor.Resekcję przeprowadzono w kontrolowanej hipotermii. Chirurdzy pracowali w lupach operacyjnych z czterokrotnym powiększeniem. Używali nici naczyniowych cieńszych niż ludzki włos. Każde przecięte naczynie musiało zostać zidentyfikowane i zdecydowano, czy je zamknąć, czy odtworzyć.Profesor zwraca uwagę, że w transplantologii znane są sytuacje, gdy pacjent pozostaje bez wątroby nawet 2-3 dni. W tej operacji kluczowe było utrzymanie stabilności hemodynamicznej - odpowiedniego ciśnienia, temperatury i kontroli krzepnięcia. Najtrudniejszym momentem dla anestezjologa był nie sam okres bez wątroby, lecz chwila ponownego podłączenia narządu i zamknięcia protez naczyniowych, gdy układ krążenia musi przystosować się do gwałtownych zmian."Takiej operacji można nie przeżyć"Autotransplantacja z resekcją ex situ należy do najrzadziej wykonywanych i najbardziej obciążających procedur chirurgicznych. Śmiertelność okołooperacyjna w światowych statystykach sięga do 30 proc., a historycznie wynosiła nawet 50 proc. - Musimy powiedzieć wprost: takiej operacji można nie przeżyć - przyznaje prof. Grąt, podkreślając, że pacjentka została szczegółowo poinformowana o ryzyku. - Decyzja należała do chorej. Jedni akceptują bardzo wysokie ryzyko w zamian za szansę na wieloletnie przeżycie lub wyleczenie, inni wybierają leczenie paliatywne. W tym przypadku pacjentka zdecydowała się walczyć o leczenie radykalne.Autotransplantacja różni się zasadniczo od klasycznego przeszczepienia. Nie wymaga przewlekłej immunosupresji, nie wiąże się z ryzykiem odrzutu i nie uzależnia chorego od dostępności narządu od dawcy. - Biorca jest jednocześnie swoim dawcą - mówi chirurg.Sukces ten nie byłby możliwy bez ogromnego zaplecza doświadczalnego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Prof. Rafał Krenke, rektor WUM, mówi, że sukces operacji to nie jest cud, ale wielka praca i doskonałe przygotowanie. Przypomniał, że 60 lat temu w tej samej instytucji dokonano pierwszego udanego przeszczepienia nerki w Polsce. Obecnie nad pacjentami czuwa już trzecie i czwarte pokolenie transplantologów. - Stoimy na ramionach naszych poprzedników, gigantów, którzy tę transplantologię rozpoczęli i znakomicie rozwinęli - mówił w rozmowie z "Faktami" TVN. W 2023 roku w szpitalach WUM przeprowadzono 713 przeszczepień narządów litych, co czyni ośrodek potężnym hubem wspierającym rozwój tej dziedziny. Magdalena Kramska z Ministerstwa Zdrowia podkreśliła, że to jest szczególna duma i szczególny przełom. - Koniecznie trzeba to rozwijać przez ministra zdrowia, wspólnie z ośrodkami transplantacyjnymi - mówiła reporterce TVN24.Lekarze podkreślają, że choć metoda nie stanie się powszechna, to może dać szansę kilkudziesięciu pacjentom rocznie - tym, których zaawansowanie nowotworu wyklucza standardową operację lub transplantację.Dziś, ponad tydzień po zabiegu, pani Małgorzata czuje się dobrze, porusza się samodzielnie i przyjmuje posiłki. W rozmowie z reporterką "Faktów" powiedziała, że bardzo tęskni za dziećmi, z których najmłodsze ma zaledwie dwa lata, i marzy o powrocie do domu. - Stan pacjentki to dla nas największa nagroda - podsumowuje prof. Grąt.Opracowała Agata Daniluk/apŹródło: PAP, tvn24.pl, TVN24Źródło zdjęcia głównego: ShutterstockLink skopiowany do schowka.