tvn24.pl · Feb 27, 2026 · Collected from GDELT
Published: 20260227T103000Z
Prof. Robert Gałązkowski opowiedział o doświadczeniach lekarki z BuczyŹródło: Fakty po Faktach TVN24O procedurach ratujących życie na polu walki, zasadach segregacji rannych oraz budowaniu odporności psychicznej medyków dyskutowali eksperci podczas konferencji zorganizowanej w Warszawie przez Wojskowy Instytut Medyczny – Państwowy Instytut Badawczy. Tymczasem okazuje się, że mniej niż 10 procent polskich szpitali jest przygotowanych do działania w warunkach wojny.Medycyna ratunkowa w warunkach pola walki, ze szczególnym uwzględnieniem procedur ratunkowych ratujących życie na miejscu zdarzenia oraz zasad segregacji medycznej poszkodowanych podczas zdarzeń masowych, a także budowanie odporności psychicznej personelu medycznego - to najważniejsze zagadnienia konferencji zorganizowanej w czwartek przez Wojskowy Instytut Medyczny - Państwowy Instytut Badawczy.Przede wszystkim czynnik ludzkiW trakcie konferencji eksperci przedstawili model cyklicznych treningów, symulacji i manewrów MASCAL. Mają one zapewnić skuteczne działania systemu medycznego w warunkach wojny.W sierpniu ubiegłego roku pisaliśmy w tvn24.pl o tym, że mniej niż co dziesiąty polski szpital jest przygotowany do pracy w warunkach zagrożeń - wynika tak z raportu opracowanego przez Wojskowy Instytut Medyczny, Rynek Zdrowia i WNP Economic Trends. Okazuje się też, że w kraju brakuje lekarzy przygotowanych do pracy w obliczu konfliktu zbrojnego, a produkcja leków jest praktycznie uzależniona od importu z krajów azjatyckich. Autorzy raportu wskazują, że w Polsce są 1193 szpitale, w tym ok. 300 podmiotów publicznych o znaczeniu strategicznym, jednak tylko 8 proc. z nich ma pełne zaplecze do działania w warunkach zagrożeń chemicznych, biologicznych, radiacyjnych, nuklearnych (CBRN). Wojsko ma 1,8 tys. żołnierzy służb medycznych, w tym poniżej 500 lekarzy z przygotowaniem do działań w warunkach kryzysu militarnego lub sanitarnego. - Dzisiejsze spotkanie koncentruje się głównie na czynniku ludzkim, czyli jak przygotować personel medyczny szpitali do sytuacji konfliktu zbrojnego lub zdarzeń masowych, gdy do szpitala trafia jednocześnie duża liczba rannych - opisał płk lekarz Jarosław Kowal, zastępca dyrektora ds. OPL (Organizacji i Planowania Lecznictwa) w Wojskowym Instytucie Medycznym (WIM) w Warszawie.Przestać rozdzielać medycynę wojskową od cywilnejUczestnicy poznali specyfikę medycyny pola walki i medycyny ratunkowej w warunkach pola walki, ze szczególnym uwzględnieniem procedur ratunkowych ratujących życie na miejscu zdarzenia, zasad segregacji medycznej poszkodowanych podczas zdarzeń masowych oraz budowania odporności psychicznej personelu medycznego. Celem wydarzenia było praktyczne przygotowanie personelu medycznego i doskonalenie współpracy między różnymi służbami.Omówiono m.in. nową propozycję - przygotowaną przez zespół pod kierownictwem gen. broni prof. dr. hab. n. med. Grzegorza Gieleraka - dotyczącą tego, jak powinno wyglądać szkolenie personelu medycznego na poziomie województw. W drugiej, praktycznej części konferencji odbył się pokaz sposobu zabezpieczenia poszkodowanych rannych w przypadku konfliktu zbrojnego.- To jest bardzo ważny aspekt, żeby przestać rozdzielać medycynę wojskową od cywilnej, bo w sytuacjach zagrożenia będziemy tworzyć spójny system - zwrócił uwagę płk Kowal.W spotkaniu wzięli udział dyrektorzy i osoby zarządzające podmiotami medycznymi z Mazowsza oraz z instytucji bezpośrednio współpracujących z tymi podmiotami, czyli pogotowia ratunkowego i lotniczego pogotowia ratunkowego. Obecni byli także przedstawiciele ministerstw, które zajmują się również kwestią zabezpieczenia medycznego.- Realizujemy zadanie nałożone na nas przez Ministerstwo Obrony Narodowej, ale nie sposób nie zauważyć, że jest to także odpowiedź na sytuację geopolityczną, w której się znajdujemy. Nikt z nas tak naprawdę nie potrafi odpowiedzieć, czy na terenie Polski nie dojdzie do pełnoskalowego konfliktu. Oczywiście liczymy na to, że nie, ale musimy być przygotowani na różne zagrożenia: począwszy od permanentnej wojny hybrydowej, którą obserwujemy już teraz, po różnego rodzaju zamachy, które mogą zakończyć się napływem wielu rannych do szpitali - powiedział zastępca dyrektora WIM."To umiejętności, które mogą się przydać każdemu z nas"W odpowiedzi na pytanie, czy teraz jesteśmy na to przygotowani, eksperci uznali, że to zależy od stopnia wyposażenia danego szpitala, przeszkolenia personelu. Dlatego konieczne jest jak najszybsze rozpoczęcie szkoleń i przede wszystkim ich ujednolicenie.- Jak na razie szkolenia odbywają się według różnych programów, różnych schematów, różnego poziomu kompetencji. Plan jest taki, aby przeszkolić 100 proc. personelu w podstawowym zakresie, według jednolitego standardu, obowiązującego na terenie całego kraju. Chodzi o to, żeby każdy umiał zatamować krwawienie, uratować zadławionego pacjenta, udzielić pierwszej pomocy. To umiejętności, które mogą się przydać każdemu z nas, nie tylko w czasie wojny, ale na co dzień, podczas wypadku na ulicy. Następnie 15 proc. personelu przeszkolmy w stopniu zaawansowanym, a 2-3 proc. zostawmy dla podmiotów eksperckich - wyjaśnił płk Kowal.Konferencja zatytułowana "Przygotowanie i wykorzystanie podmiotów leczniczych do realizacji zadań na potrzeby obronne państwa" była trzecim z kolei spotkaniem na temat zasad współpracy między podmiotami cywilnymi a wojskową służbą zdrowia. Dwie poprzednie miały bardziej charakter teoretyczny - mówiły o podstawach tej współpracy, wyposażeniu szpitali, infrastruktury, zabezpieczeniu łańcuchów dostaw.Przypadek Ukrainy pokazał wyzwania cywilnych medyków na polu walkiW grudniu, podczas konferencji poświęconej systemowi ochrony zdrowia w czasie wojny w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym swoimi doświadczeniami dzielili się przedstawiciele ukraińskiej służby zdrowia. Jak podkreślali, w obliczu kryzysu militarnego medycy pracujący "w cywilu" nagle musieli się zmierzyć z zabezpieczeniem medycznym pola walki i odwrotnie - lekarze wojskowi musieli zaopiekować się zaopatrzeniem podstawowych potrzeb zdrowotnych ludności pozostającej na terenach objętych działaniami militarnymi.- Wyzwań i zagrożeń jest bardzo dużo. Podstawowym jest utrudniony dostęp do pomocy medycznej. Mamy problem z diagnostyką, z dostawami wody pitnej, co przekłada się na zagrożenie sanitarne. Zwracamy też uwagę na problemy związane z bezpieczeństwem jądrowym. Od pierwszych dni wojny medycyna była koordynowana za pośrednictwem resortu zdrowia i jesteśmy świadomi, że większość procedur nie zadziałała tak, jakbyśmy tego chcieli. Liczba wyzwań była zbyt duża, by opracować szybko standardy postępowania - mówił Ihor Kuzin. zastępca ministra zdrowia Ukrainy, Główny Państwowy Lekarz Sanitarny.Opracował Piotr Wójcik/apŹródło: PAP, tvn24.plŹródło zdjęcia głównego: ShutterstockLink skopiowany do schowka.